Chcę, ale nie chcę
czyli czas na autosabotaż.
Czym jest autosabotaż?
Jak sama nazwa wskazuje jest to sabotaż skierowany przeciwko sobie. Czyli działania, które nieświadomie lub świadomie robimy, aby skutecznie oddalić się od swojego celu. Bardzo podoba mi się ten fragment: „Autosabotaż to postawa związana z brakiem gotowości do odkrycia i do przeżycia prawdy o sobie. Zatrzymuje nas w procesie dokonywania zmian, ale jednocześnie jest ciekawym źródłem informacji na temat tego, kim tak naprawdę jesteśmy, czego pragniemy i czego się obawiamy.” (B.Kaczyńska)
Dlatego też uciekasz, kiedy ktoś mógłby pomóc rozwiązać Twój problem. Bo być może na ten moment życia jest Ci z nim wygodniej i łatwiej. I ucieczka jest prostsza. Tylko na jaki czas?
Czyli chcesz być zdrowa/zdrowy, ale w sumie to jednak nie do końca. Czyli wiesz, że coś Ci szkodzi, ale i tak to zrobisz, bo tak. I wiesz, że coś może pomóc, ale i tak tego nie zrobisz, bo dla przykładu: „nie za bardzo mam na to czas”.
Autosabotaż może być ochroną. Może być ochroną przed tym, że osiągniesz w czymś jednak porażkę. Że poczujesz rozczarowanie. Przed odczuciem tych wszystkich „okropnych” emocji przed, którymi uciekasz całe życie w działanie i dojeżdżanie swojego ciała.
Pamiętaj, że tylko konfrontując się z naszymi lękami jesteśmy w stanie iść dalej. Unikanie niekoniecznie przynosi pozytywne skutki.
Autosabotaż najczęściej wiąże się z programami z dzieciństwa, a nawet ze schematami przeniesionymi od naszych przodków.
Autosabotaż powoduje, że zamiast żyć w zgodzie ze sobą to tak sobie płyniemy z nurtem rzeki. Trochę jak te kaczki nad Brdą:D Czyli wiesz, że możesz mieć fajne życie spełniając swoje marzenia, ale cały czas coś Cię blokuje. Takie yhh. I próbujesz albo nie próbujesz wcale i znowu jest takie yhh. Znasz to?
Co możesz robić w ramach autosabotażu?
- Uciekać w przeglądanie internetów, które trwa godzinami w ramach poszukiwania jego końca,
- Być najlepszym znawcą Netflixa, Barw Szczęścia czy Pierwszej Miłości,
- Zajadać ciasteczka czekoladowe popijając coca – colką. Możesz też świętować rozpoczęcie weekendu otwierając piwko czy winko, bo przecież trzeba opić weekend i załagodzić wszystkie potłumione emocje z całego tygodnia z tej okropnej pracy, której tak bardzo nie lubisz, ale wciąż tam chodzisz. Generalnie niezdrowym jedzonkiem uderzasz w siebie i swoje zdrowie. Czy to Cię odżywia?
- Osiągać mistrzostwo w samobiczowaniu jak to wszystko co robisz jest beznadziejne i do niczego się nie nadajesz, bo przecież nie jest perfekcyjnie. Czyli takie widzenie czarno – białe, bo albo ma być idealnie albo… no właśnie? Albo wcale
- Ukrywać żale i inne urazy przed swoimi bliskimi. W ramach rekompensaty oczywiście będziesz obgadywać sytuację z przyjaciółką/ przyjacielem zamiast powiedzieć to tej osobie prosto w twarz i załatwić sprawę w zdrowy sposób. Bez tkwienia w toksycznej sytuacji.
- Wynajdywać świetne zajęcia, którymi akurat musisz się zająć o godzinie 23:00 zamiast iść spać. Niedbanie o swój sen to też uderzanie w siebie.
- Dbać o wszystkich wokół tylko nie o siebie i później robić z siebie ofiarę, że nie masz czasu dla siebie, bo przecież pomagasz wszystkim wokół. I to jest przecież najważniejsze. Skoro tak, to kto o Ciebie zadba? Warto wziąć odpowiedzialność za swoje życie i wybory.
- Odkładać wszystko na później. Za kilka tygodni, za kilka miesięcy, za kilka lat. HALO! ŻYCIE JEST TU I TERAZ!
Myślę, że warto też dodać przykład z życia gabinetowego, gdzie np. chodzisz po różnych specjalistach, którzy i tak Ci nie pomogą. Potem zawsze można ponarzekać, że nikt nic nie wie i nikt nic nie umie. Zamiast zauważyć ten problem w sobie. A nóż zamiast kilkunastu lekarzy i innych specjalistów potrzebujesz pracy ze swoimi emocjami?
Wiem ten post może być dla Ciebie dotkliwy, ale ile można się przed sobą samym oszukiwać? Może to ten czas i ta przestrzeń, żeby wziąć swoje życie i zdrowie w garść?
Przytulaski
Sandra