Co terapia czaszkowo-krzyżowa zmieniła w moim życiu?

Na koniec rocznego kursu z terapii czaszkowo-krzyżowej mieliśmy napisać, co zmieniła w naszym życiu, zobaczcie sami!

 

Może zacznę od tego, że zanim trafiłam na kurs sama byłam najpierw pacjentką i terapia czaszkowo – krzyżowa pozwoliła mi wtedy na wynurzenie tego co głęboko wyparte. W chwilach, kiedy potrzebowałam spokoju i kontaktu ze swoimi wewnętrznymi zasobami otwierała przede mną drzwi. Drzwi do większego połączenia ze sobą i swoimi emocjami. Stopniowo pokazywała mi małe kawałki mnie, które były do uzdrowienia. Kiedy rozpoczęłam przygodę z kursem, wchodząc w rolę terapeuty dalej uczyła mnie wewnętrznego spokoju, cierpliwości, uważności i braku oczekiwań do czegokolwiek. Nauczyła mnie, że najpierw muszę zadbać o siebie zanim pójdę towarzyszyć innym w drodze po zdrowie. Z całą pewnością w sercu mogę napisać, że uwielbiam ten rodzaj pracy. Za całościowe spojrzenie – dotknięcie ciała i duszy. Za to, że mogę dzielić się z drugim człowiekiem spokojem i bezwarunkową miłością. Za subtelność pracy. Za bycie przewodnikiem dla innych.

Terapia czaszkowo-krzyżowa według mnie przynosi otulenie nawet wtedy, kiedy masz poczucie, że wewnątrz już dawno rozsypałaś/eś się na milion małych kawałków. Pomaga przywrócić chęci do życia. Przynosi to czego aktualnie potrzebujemy. I to jest piękne.

Zmieniła również moje podejście do terapii. Wiem, że nie wszystko jest zależne ode mnie, a od pacjenta, a ja tylko daje mu przestrzeń do zdrowienia. Że choćbym bardzo chciała to może się nic nie zadziać, jeśli ktoś nie jest gotowy. A jeśli ktoś jest gotowy to mogą zadziać się cuda.

Nie wiem czy dobrze to ujmę, ale przyniosła większą nadzieję na wszystko. Ta prawie roczna przygoda była też pięknym etapem rozwoju duchowego. Przypomniałam sobie, że zawsze mogę liczyć na pomoc Stwórcy.

Przyniosła wiele wdzięczności w moim sercu. 

 

z wdzięcznością,

Sandra