Pisałam już kiedyś post o odpowiedzialności, ale czytając „Anatomię duszy” poczułam, że muszę Wam coś tu naskrobać.
Bardzo mi się spodobało jak autorka pokazała różnicę w podejściu leczenia konwencjonalnego i niekonwencjonalnego. C. Myss w swojej książce napisała: „ Język medycyny konwencjonalnej przypomina żargon wojskowy. Mówi się: „pacjenta zaatakował wirus” albo: „tkanki zostały zatrute toksynami, co doprowadziło do powstania guza”. Filozofia medycyny tradycyjnej uważa pacjenta za niewinną – lub całkowicie bezsilną – ofiarę ataku, którego w żaden sposób nie sprowokowała.”
I ohh jak bardzo się z tym zgadzam! Co potem robi pacjent? Bardzo często wchodzi w rolę ofiary (która oczywiście wielu osobom może całkowicie odpowiadać) – no tak już mam – nic się nie da zrobić. Autorka dalej pisała jeszcze o tym, że w tym przypadku odpowiedzialność za leczenie i rezultaty spada na lekarza (czyli zrzuca się całkowicie odpowiedzialność za swoją chorobę całkiem obcej osobie, która zna tylko kawałek Ciebie – tylko objaw czegoś).
Cytując dalej o medycynie niekonwencjonalnej: „ Medycyna energetyczna to filozofia holistyczna, która mówi: „ Ponoszę odpowiedzialność za swoje zdrowie. A więc do pewnego stopnia przyczyniłem się do powstania tej choroby. Mogę uczestniczyć w pozbyciu się jej, uzdrawiając sam siebie, to znaczy uzdrawiając jednocześnie swoje emocjonalne, psychiczne, fizyczne i duchowe ja”.”
Widzisz różnicę w obu podejściach?
Tak tu Was z tym zostawię, pięknego tygodnia!
Sandra